Minęły trzy dni. Krościenko powitało, Szczawnica pożegnała. Spływ Dunajcem zaliczony, choć Flisak nie miał zębów i mówił bardzo, bardzo niewyraźnie. Wysoka Kaśka, Gruba Baśka i Kudłata Maryna zostały przeze mnie zaliczone bardzo satysfakcjonująco. Innymi słowy Trzy Korony mam za sobą. Palenica również git, wjazd i zjazd, grzane piwo o temperaturze uniemożliwiającej spożycie zostało wypite w pięć minut, tempo sprinterskie. Wino byłoby lepsze.
Coś się stało. Coś, czego nie ogarnąłem. Jakieś grupy, podziały, niejasne sytuacje. Przecież nie o to chodzi. Po co to komu? Dowiedziałem się za dużo. Choć może to dobrze. Może to jakiś miernik mojej integracji z innymi. Choć uważam, że nie jest tak źle. Ogólnie wyjazd był cudowny, wspaniale było, naprawdę. Jednak nie spodziewałem się, że takie rzeczy potrafią zaistnieć między ludźmi.
Od trzech dni brakowało mi czegoś. Oczywiście wyjeżdżając zapomniałem wielu rzeczy - grzałki, kubka, szamponu, etc.. Ale zostawiłem w domu rzecz dla mnie najważniejszą - serce. Trzy dni bez serca, bez miłości, uczuć, bliskości, to są lata, wieki. Tak nie może być. Dlatego dzisiejszy humor był zły, podły, wcale nie dobry. Cóż, na szczęście wróciłem do swojego serca, tęsknota (czy to na pewno ona była powodem?) była tak duża, że nawet z początku mi się nie poprawiło. Ale w końcu jakoś to poszło. Chociaż i tak za mało. Ciągle i nieustająco.
Czekam cierpliwie. Bo w końcu, kiedyś znajdę dla nas dom, z wielkim oknem na świat...
Tymczasem po prostu zostań i patrz jak płonę. Dla Ciebie.
Aaaa i byłbym zapomniał. Czekam na zakupy... :]
- Vetox
- Jaworzno, Śląsk, Poland
- Młody jeszcze człowiek pełen paradoksów, bywający odważny, ale i nieśmiały, wyważony, ale i zwariowany, radosny, ale i melancholijny. Nie dający się sklasyfikować, wstawić w ramkę, czy wcisnąć do opisanej szufladki.
2010/10/02
2010/09/23
Najbardziej
Zapach kawy gdy obudzisz mnie...
Jeden z tych złych wieczorów. Wiem, że Ty też je masz. Wiele już było takich wieczorów u mnie i u Ciebie. Ale dziś, dla mnie, ten wieczór jest pierwszym z tych złych, w których brakuje mi Ciebie i Nas, nie dlatego, że co było, minęło, nie dlatego, że Ciebie nie ma, nie dlatego, że coś jest nie tak, ale właśnie dlatego, że jesteś, że jesteś dwadzieścia minut spacerkiem ode mnie, że mnie kochasz i że chcesz ze mną być, a ja... Ja nie mogę nic na to poradzić, prócz ofiarowania własnej miłości. I to jest najbardziej złe, to, że jedyne co mogę dać, to własne uczucie. A chciałbym znacznie więcej. Wspólne życie, wspólne radości i wspólne smutki. Chciałbym, żeby słowo My, nie składało się z Ja i Ty, ale żeby nasze My było jednością, bez granic, norm, nakazów, ram. To jest własny, prywatny Absolut. Żebym tak tylko mógł, mógł sprawić, aby to wszystko stało się rzeczywistością tu i teraz. Długa droga przed nami. Może to i lepiej. Bo jeśli przejdziemy ją wspólnie, to wszystko, na co nas będzie stać, a zarazem zaledwie początek wszystkiego. Czyż Absolut nie jest ideałem? Czyż zatem osiągając ideał, nie sprowadzamy go do rzeczy już prozaicznej? Wtedy pojawi się kolejny ideał, bardziej idealny, bardziej absolutny. I tak to powinno działać.
Będziemy silniejsi, będziemy razem. Słabiej niż jutro, mocniej niż wczoraj.
Najbardziej lubię patrzeć kiedy śpisz...
Jeden z tych złych wieczorów. Wiem, że Ty też je masz. Wiele już było takich wieczorów u mnie i u Ciebie. Ale dziś, dla mnie, ten wieczór jest pierwszym z tych złych, w których brakuje mi Ciebie i Nas, nie dlatego, że co było, minęło, nie dlatego, że Ciebie nie ma, nie dlatego, że coś jest nie tak, ale właśnie dlatego, że jesteś, że jesteś dwadzieścia minut spacerkiem ode mnie, że mnie kochasz i że chcesz ze mną być, a ja... Ja nie mogę nic na to poradzić, prócz ofiarowania własnej miłości. I to jest najbardziej złe, to, że jedyne co mogę dać, to własne uczucie. A chciałbym znacznie więcej. Wspólne życie, wspólne radości i wspólne smutki. Chciałbym, żeby słowo My, nie składało się z Ja i Ty, ale żeby nasze My było jednością, bez granic, norm, nakazów, ram. To jest własny, prywatny Absolut. Żebym tak tylko mógł, mógł sprawić, aby to wszystko stało się rzeczywistością tu i teraz. Długa droga przed nami. Może to i lepiej. Bo jeśli przejdziemy ją wspólnie, to wszystko, na co nas będzie stać, a zarazem zaledwie początek wszystkiego. Czyż Absolut nie jest ideałem? Czyż zatem osiągając ideał, nie sprowadzamy go do rzeczy już prozaicznej? Wtedy pojawi się kolejny ideał, bardziej idealny, bardziej absolutny. I tak to powinno działać.
Będziemy silniejsi, będziemy razem. Słabiej niż jutro, mocniej niż wczoraj.
Najbardziej lubię patrzeć kiedy śpisz...
2010/08/11
Zabijaj mnie delikatnie
Boli mnie ostatnio serduszko, boli mnie, bo nie mam pieniążka. Właściwie to jest nic nowego, bo jestem z rodzaju tych osób, które chronicznie cierpią na brak pieniędzy. Ale! Wypłata była i zniknęła co prawda, ale pozostawiła po sobie trochę pamiątek. Wreszcie stałem się właścicielem iPoda nano, o czym marzyłem już od bardzo długiego czasu. No i moja garderoba wzbogaciła się o dwie wspaniałe koszule. I tym sposobem pieniążki się upłynniły, została tylko ich niewielka część, dzięki której najbliższy weekend (to już w ten piątek), spędzam w Wiśle z Moim Krzysiem (i nie tylko, ale na to jeszcze czas). I cokolwiek by się nie działo, wiem, że to będzie wspaniały czas, najcudowniejszy weekend w moim życiu do tej pory. No bo czy jest coś piękniejszego, niż "chodzić spać i budzić się we własnym niebie", w ramionach kogoś, kogo się kocha? Tym bardziej, kiedy się ma taką, a nie inną sytuację i wspólne wieczory, noce i ranki to naprawdę wielki wyczyn.
Tworzę związek. O silnych podstawach. Oparty na przyjaźni, wypełniony miłością. Z każdym dniem, kolejnym spotkaniem, wspólnie spędzonymi chwilami pogłębiając to, co już między nami jest. Tęsknię już wtedy, gdy odwracam wzrok i idę w swoją stronę, gdy nasze spotkanie dobiega końca. Gdy budzę się rano w swoim łóżku, wiedząc, jak to jest, gdy człowiek budzi się w ramionach ukochanej osoby, myślę tylko o tym, dlaczego wciąż nie mogę sprawić, by właśnie tak wyglądał każdy poranek. I myślę o nas, o nim cały czas niemalże. Czuję się przywiązany. Uczucie, że można się komuś oddać bez reszty, wiedząc, że nie zostanie to wykorzystane przeciwko nam, że ma się 'właściciela', jest jednym z wspanialszych uczuć... Czuję, że kocham, kocham dojrzale. Już mi się nigdzie nie spieszy. Już niczego nie chcę, dla samych chęci, już nic na siłę. O wiele lepiej jest pozwolić toczyć się życiu (a więc różnym sprawom, historiom, uczuciom, emocjom) własnym torem i własnym tempem, choćby samemu chciało się już zaraz, od razu, bo więcej korzyści ma człowiek cierpliwy, który do życia podchodzi z pokorą. Bo nawet, jeśli się czerpie z życia pełnymi garściami, trzeba to umieć dobrze robić.
Tworzę związek. O silnych podstawach. Oparty na przyjaźni, wypełniony miłością. Z każdym dniem, kolejnym spotkaniem, wspólnie spędzonymi chwilami pogłębiając to, co już między nami jest. Tęsknię już wtedy, gdy odwracam wzrok i idę w swoją stronę, gdy nasze spotkanie dobiega końca. Gdy budzę się rano w swoim łóżku, wiedząc, jak to jest, gdy człowiek budzi się w ramionach ukochanej osoby, myślę tylko o tym, dlaczego wciąż nie mogę sprawić, by właśnie tak wyglądał każdy poranek. I myślę o nas, o nim cały czas niemalże. Czuję się przywiązany. Uczucie, że można się komuś oddać bez reszty, wiedząc, że nie zostanie to wykorzystane przeciwko nam, że ma się 'właściciela', jest jednym z wspanialszych uczuć... Czuję, że kocham, kocham dojrzale. Już mi się nigdzie nie spieszy. Już niczego nie chcę, dla samych chęci, już nic na siłę. O wiele lepiej jest pozwolić toczyć się życiu (a więc różnym sprawom, historiom, uczuciom, emocjom) własnym torem i własnym tempem, choćby samemu chciało się już zaraz, od razu, bo więcej korzyści ma człowiek cierpliwy, który do życia podchodzi z pokorą. Bo nawet, jeśli się czerpie z życia pełnymi garściami, trzeba to umieć dobrze robić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)